|
Małgorzata Lisowska-Magdziarz zatytułowała własną książkę o przemyśle muzycznym "Bunt na marketing". Tytuł ten idealnie oddaje współzależność w gronie tym przemysłem a obszarem kontrkultury, do którego należy wielu wykonawców prezentujących osobiste teledyski HipHop w MTV. Przemysł muzyczny na 100% żeruje na kontrkulturze i wchłania wszystko to, co może przynieść dochody. Zależność nie jest jednak tak prosta. Artyści, deklarujący przynależność do gruntu kultury alternatywnej, nie stronią wcale od związków z - korzystając z marksistowskiego terminu - "przemysłem kulturowym". Jest on bowiem dla nich paradoksalnie jedynym kanałem, dzięki któremu radykalne idee mogą trafiać do szerokiego kręgu odbiorców. Teledysk nadaje się do tego celu najlepiej. Jednym z takich artystów jest ze stuprocentową pewnością Thom Yorke, lider grupy Radiohead, z płyty na płytę stawiającej słuchaczom zwiększające się wyzwania. Ich teledyski, należące do ekstraklasy gatunku, pokazywane są w stacjach muzycznych. Płyty Natomiast dystrybuowane są przez duży koncern, zapewniający ich przystępność niemal w każdym sklepie muzycznym na świecie. Zdaniem Yorke'a zgoda na obecność w mediach nie musi oznaczać artystycznych kompromisów - bunt jest doskonałym towarem. Postawa Thoma Yorke'a odzwierciedla poglądy znacznej części artystów, określających siebie jako alternatywnych. Natomiast bez wątpienia nie wszystkich. Muzycy pochodzącej z Seattle i wywodzącej się z "podziemia" grupy Pearl Jam po sukcesie albumu "Ten" postanowili zrezygnować z promocji w telewizji. Nie kręcili więcej teledysków, unikali występów w studiach. Rynek, a także presja samych fanów, wymusiły jednak na nich przekształcenie poglądów. Nieobecność w mediach stała się bowiem przyczyną zredukowania popularności grupy, a też - paradoksalnie - obniżenia artystycznego poziomu jej dokonań. Brak odzewu ze strony odbiorców zrodził frustrację, ta zaś doprowadziła do twórczej niemocy. Wielu muzyków wybiera inną drogę. Skoro teledysk jest niemal koniecznym elementem promocji albumu, dlaczego nie uczynić z niego kolejnego kanału wypowiedzi artystycznej? Coraz zazwyczaj nierzadko artystę rozpoznajemy nie tylko po jego stylu muzycznym, niemniej jednak w tej chwili po typu jego teledysków, które powstają pod jego kontrolą. W ten metodę teledyski traktuje islandzka piosenkarka Björk, współpracująca z najlepszymi reżyserami, niejednokrotnie - jak Spike Jonze - znanymi dzięki osiągnięciom w dziedzinie filmu fabularnego. W skrajnych przypadkach muzycy sami odpowiadają za kształt teledysków. Dotyczy to nie tylko artystów rozpoczynających, którzy po prostu nie maja innego wyjścia. Dla niektórych jest to kwestia świadomego wyboru. Właściwie każdy, kto zetknął się choćby raz z teledyskami grupy Tool, przyzna, że proponowana przez nią fuzja obrazu i dźwięku osiąga prawdziwe wyżyny. Muzycy grupy tworzą od lat fantasmagoryczne filmy animowane bliskie dokonaniom Braci Quay. To jednakże wyłącznie pierwsze skojarzenie, ustępujące prędko fascynacji niezwykłą wyobraźnią, a też fenomenalną bezpośrednio techniką, opartą na klasycznych i nieprawdopodobnie pracochłonnych technikach animacyjnych.
|
|